„Być może do­pie­ro wtedy, gdy nie wiemy,

 co zro­bić znaj­du­je­my naszą praw­dzi­wą misję,

i gdy nie wiemy już, jaką pójść drogą,

za­czy­na­my swą praw­dzi­wą wę­drów­kę.”

Wen­dell Berry

                                         Mam po­czu­cie, że w na­szym życiu na tej pla­ne­cie zna­leź­li­śmy się

w mo­men­cie kry­tycz­nym. 

Dal­szy roz­wój może mieć naj­prze­róż­niej­sze ob­li­cza. 

Wy­da­je się, jakby cały świat sta­nął w ogniu,

 po­dob­nie jak nasze serca bu­zu­ją nie­pew­no­ścią i lę­kiem,

 czę­sto prze­peł­nio­ne nie­mą­drą na­mięt­no­ścią.

 Dal­szy roz­wój wy­pad­ków za­le­ży w dużym stop­niu od tego,

 jak w tej kry­zy­so­wej sy­tu­acji bę­dzie­my ro­zu­mieć sie­bie i świat. 

Za­rów­no na naszą in­dy­wi­du­al­ną, jak i spo­łecz­ną przy­szłość wpływ bę­dzie miało to,

 w jakim za­kre­sie zro­bi­my uży­tek z na­szej wro­dzo­nej 

i nie­do­ści­głej zdol­no­ści za­nu­rza­nia się w świa­do­mość chwi­li obec­nej, 

jak po­sta­no­wi­my ule­czyć pod­skór­ny stres, roz­cza­ro­wa­nie i jawną pa­to­lo­gię na­sze­go życia i na­szych cza­sów,

 wi­docz­ną nawet wtedy, gdy sta­ra­my się roz­wi­jać i chro­nić wszyst­ko,

 co jesz­cze w nich dobre, pięk­ne i zdro­we.

Sto­ją­ce przed nami wy­zwa­nie po­le­ga w moim prze­ko­na­niu na tym, byśmy się opa­mię­ta­li, za­rów­no jako jed­nost­ki, jak i jako ga­tu­nek. Myślę, że nie bę­dzie prze­sa­dą stwier­dze­nie, że na całym świe­cie po­stęp w tym kie­run­ku jest wi­docz­ny. Słabo za­uwa­żal­ne, jesz­cze mniej ro­zu­mia­ne struż­ki ludz­kiej kre­atyw­no­ści, do­bro­ci oraz tro­ski za­si­la­ją ro­sną­ce rzeki życz­li­we­go prze­bu­dze­nia, współ­czu­cia i mą­dro­ści i to mimo wielu wy­zwań, jakim ten świat wciąż musi spro­stać. Nie wia­do­mo, dokąd do­pro­wa­dzi nas ta przy­go­da. Cel tej zbio­ro­wej wę­drów­ki, od któ­rej nie mo­że­my uciec, nie jest ani stały, ani z góry prze­są­dzo­ny, co ozna­cza, że nie ma celu poza samą wę­drów­ką. Sy­tu­acja, wobec któ­rej sta­je­my w tej chwi­li, i to, jak ro­zu­mie­my ten mo­ment, kształ­tu­je to, co może po­ja­wić się w na­stęp­nej chwi­li i w ko­lej­nej. Nie jest to z góry po­sta­no­wio­ne i osta­tecz­nie nie da się tego pro­ce­su wtło­czyć w żaden sza­blon. Po­zo­sta­je on ta­jem­ni­cą.

Jedno jest pewne: wszy­scy bie­rze­my udział w tej wę­drów­ce, bez wzglę­du na to, czy nam się to po­do­ba, czy zda­je­my sobie z tego spra­wę i czy ist­nie­je jakiś plan. Życie jest tą wę­drów­ką, a zwią­za­ne z nim wy­zwa­nie po­le­ga na tym, by nadać jej zna­cze­nie. Pod tym wzglę­dem za­wsze mamy wybór. Mo­że­my bier­nie po­zwa­lać na to, by ste­ro­wa­ły nami siły oraz na­wy­ki, które z upo­rem igno­ru­je­my i które mogą uwię­zić nas w kosz­ma­rach, albo mo­że­my obu­dzić się do życia i wziąć w nim pełny udział nie­za­leż­nie od tego, czy w danym mo­men­cie nam się ono po­do­ba. Tylko wtedy, gdy się bu­dzi­my, nasze życie staje się rze­czy­wi­ste, a przed nami otwie­ra się szan­sa na uwol­nie­nie się od na­szych pry­wat­nych i zbio­ro­wych złu­dzeń, cho­rób i cier­pie­nia.

We wszyst­kich bo­wiem da­nych nam chwi­lach po­zo­sta­je­my w in­tym­nej re­la­cji ze świa­tem. Obu­stron­na wy­mia­na w tej re­la­cji nie­ustan­nie na­da­je kształt na­sze­mu życiu. To ona też kształ­tu­je i de­fi­niu­je do­kład­nie ten świat, w któ­rym ży­je­my i w któ­rym zdo­by­wa­my nowe do­świad­cze­nia. Owe dwa aspek­ty życia, jak świat trak­tu­je nas i jak my trak­tu­je­my świat, po­strze­ga­my prze­waż­nie jako nie­za­leż­ne od sie­bie. Kto z nas za­uwa­żył, jak łatwo po­pa­da­my w my­śle­nie o sobie jako o gra­czach wy­stę­pu­ją­cych na neu­tral­nej sce­nie, jakby świat był wy­łącz­nie „tam, na ze­wnątrz”, a nie także „tu, w środ­ku”? Kto za­uwa­żył, że czę­sto za­cho­wu­je­my się, jakby to, co ze­wnętrz­ne i we­wnętrz­ne, było od­dzie­lo­ne, pod­czas gdy nasze do­świad­cze­nie pod­po­wia­da nam, że jest to naj­sub­tel­niej­sza z mem­bran i tak na­praw­dę żadne roz­gra­ni­cze­nie nie ist­nie­je? Nawet gdy czu­je­my za­ży­łą więź łą­czą­cą świat ze­wnętrz­ny i we­wnętrz­ny, wciąż mo­że­my po­zo­stać mało wraż­li­wi na ślad, jaki po­zo­sta­wia­my w świe­cie, i wpływ świa­ta na nasze życie w sym­bo­licz­nym tańcu wza­jem­no­ści i współ­za­leż­no­ści na każ­dym po­zio­mie, po­cząw­szy od ciała i umy­słu oraz do­znań, przez nasz sto­su­nek do człon­ków ro­dzi­ny, na­wy­ki za­ku­po­we i prze­my­śle­nia na temat pro­gra­mów in­for­ma­cyj­nych w te­le­wi­zji, na ak­tyw­no­ści oby­wa­tel­skiej lub jej braku skoń­czyw­szy.

Taka nie­wraż­li­wość jest szcze­gól­nie bo­le­sna, a nawet de­struk­cyj­na, gdy pró­bu­je­my wy­mu­sić okre­ślo­ny bieg wy­pad­ków, gdy ma być „po mo­je­mu”bez wzglę­du na aspekt prze­mo­cy nawet w naj­mniej­szym, ale w końcu cią­gle istot­nym wy­mia­rze, którą taki wyłom w na­tu­ral­nym ryt­mie rze­czy nie­sie ze sobą. Prę­dzej czy póź­niej owo wy­mu­sza­nie wy­pie­ra wza­jem­ność, pięk­no prze­pły­wu i bo­gac­two sa­me­go tańca. Za­czy­na­my chcąc nie chcąc dep­tać po cu­dzych pal­cach. Nie­wraż­li­wość i brak kon­tak­tu od­dzie­la­ją nas od wła­snych moż­li­wo­ści. Od­ma­wia­jąc uzna­nia, jak rze­czy mają się w danej chwi­li, sta­ra­jąc się wy­mu­sić pewną sy­tu­ację lub re­la­cję, bo boimy się, że w prze­ciw­nym wy­pad­ku nasze po­trze­by nie zo­sta­ną speł­nio­ne, za­po­mi­na­my, że na ogół mamy kło­pot z ja­snym sfor­mu­ło­wa­niem, o co nam cho­dzi. Wy­da­je nam się, że to wiemy. Za­po­mi­na­my też, że cho­dzi o ta­niec ce­chu­ją­cy się nie­by­wa­łą zło­żo­no­ścią, ale i pro­sto­tą, i że nowe, in­te­re­su­ją­ce rze­czy wy­da­rza­ją się wtedy, gdy nie pod­da­je­my się w ob­li­czu swo­ich lęków, gdy prze­sta­je­my co­kol­wiek wy­mu­szać i za­czy­na­my żyć swoją praw­dą, da­le­ko wy­kra­cza­jąc poza ogra­ni­czo­ną zdol­ność spra­wo­wa­nia na dłu­żej ści­słej kon­tro­li nad czym­kol­wiek.

Ani jako jed­nost­ki, ani jako ga­tu­nek nie mo­że­my sobie dłu­żej po­zwo­lić na igno­ro­wa­nie owej fun­da­men­tal­nej za­sa­dy wza­jem­no­ści i sieci łą­czą­cych nas po­wią­zań. Nie mo­że­my też igno­ro­wać no­wych, pa­sjo­nu­ją­cych moż­li­wo­ści, które wy­ła­nia­ją się z na­szych pra­gnień i dążeń, gdy – każdy na swój spo­sób – je­ste­śmy im wier­ni bez wzglę­du na to, jak ta­jem­ni­cze lub nie­ja­sne mogą nam się cza­sem wy­da­wać. Dzię­ki roz­ma­itym dys­cy­pli­nom na­uko­wym, fi­lo­zo­fiom, dzię­ki na­szej hi­sto­rii i tra­dy­cjom du­cho­wym za­czę­li­śmy ro­zu­mieć, że nasze zdro­wie i po­myśl­ność jako jed­no­stek, nasze szczę­ście, a nawet cią­głość stru­mie­nia życia na po­zio­mie bio­lo­gicz­nym, któ­re­go je­ste­śmy je­dy­nie chwi­lo­wą czę­ścią, że nasz wkład w prze­ka­zy­wa­nie życia oraz nasza rola bu­dow­ni­czych świa­ta dla na­stęp­nych po­ko­leń za­le­żą od tego, jaką wy­bie­rze­my drogę w życiu.

 

 

 Autor Jon-Kabat-Zinn

„Medytacja, to nie to co myślisz….”

Pięknego wieczoru 13 -go grudnia 

Z miłością Tereska

 

 

Życzę pięknego dnia i dobrych wyborów 💚💚💚
 
Pamiętaj o tym, że być może Ty masz talenty a ja mam ATUTY…
DUET DOSKONAŁY
 
Z miłością Tereska 💚

Podziel się z innymi:

Więcej artykułów z bloga: