Która witamina D jest lepsza: w tabletce czy w oleju?
U podłoża tego pytania leżą jak się domyślam wojny marketingowe między producentami witaminy D.
Kiedyś aby przyjąć właściwą dawkę witaminy D pito tran, potem udało się wyekstrahować czystą witaminę D w postaci proszku i stworzyć z niej tabletkę, potem rozpuścić go w oleju i zakapsułkować – i odtąd trwa przepychanka, która witamina D jest lepsza.
Przy czym trudno zdefiniować, co która strona uznaje za „lepszą witaminę D”. Ale spróbujmy przyjrzeć się szczegółom.
Nie udało mi się znaleźć badań, które porównywały by długofalowe efekty kliniczne dwóch witamin D w różnych postaciach.
Są natomiast dostępne opisy badań sprawdzających, jak wchłania się witamina D w zależności od „masy wypełniającej”.
I tak dla przykładu w jednym z badań [1] witamina D podawana w postaci tabletki wygenerowała stężenia witaminy D we krwi odrobinę większe niż suplement rozpuszczony w oleju, co jednak nie było statystycznie istotną różnicą (w praktyce oznacza to, że postać witaminy D nie miała znaczenia, a obserwowana różnica była dziełem przypadku). W innym badaniu wyszło dokładnie odwrotnie (różnica również bez znaczenia) [2]. Podobnie nieistotne okazały się różnice między witaminą D zawartą w tabletce z laktozy i celulozy [3].
Jak zatem pomóc wybrać preparat z witaminą D? Osoby „trzeźwo patrzące na świat” mają tendencję do mówienia, że to problem wydumany i nieistotny, bo jak coś jest dopuszczone na rynek, to działa i ktoś bierze za to odpowiedzialność. Tymczasem wcale tak nie jest. Wystarczy przypomnieć słynny raport NIK, który w skrócie podsumować można tak, że jeśli chodzi o suplementy dostępne na polskim rynku, to ich zawartość nijak nie ma się do tego, co producenci deklarują na etykiecie. Dodatkowo znamienna jest historia, z którą niedawno miałem do czynienia:
Zapytał mnie znajomy, światowej sławy lekarz, czy mogę coś poradzić w temacie witaminy D. Otóż od pewnego czasu przyjmuje ją ze wskazań endokrynologicznych i ma problem taki, że stężenie witaminy D we krwi jak było małe, tak nadal jest małe. Nie rośnie nic a nic. Wspólnie z endokrynologiem uznali, że „coś w organizmie wyżera witaminę D” i zapytanie było, co to może być.
Odpowiedź była prosta. Nic Panu nie wyżera tej witaminy D, Panie Doktorze. Najczęstszą przyczyną jest to, że przyjmuje Pan preparat, w którym nie ma żadnej witaminy D, i ktoś (producent) żeruje na Pana chorobie. Proszę zaopatrzyć się w suplement firmy o najwyższej możliwej jakości – najlepiej amerykańskiej, bo akurat w USA istnieje agencja rządowa Food and Drug Administration, która prowadzi nadzór nad rynkiem leków i suplementów. I w odróżnieniu od krajów europejskich, ma na to fundusze i ten nadzór faktycznie PROWADZI.
Pan Doktor witaminę D kupował w aptece. Zmienił na suplement amerykańskiej firmy. Witamina D urosła. Odtąd klnie w żywy kamień, jak tylko mu przypomnieć ślepą wiarę w dopuszczenie do obrotu.
Jaki morał z tej historii? Nie jest aż tak bardzo istotne, w jakiej postaci spożywamy suplementację witaminę D, w oleju czy w tabletce.
Znacznie ważniejsze jest, czy producent naszej witaminy podlega uczciwej kontroli instytucji wyposażonej w odpowiednie środki do sprawowania nadzoru nad jakością suplementów.
W Europie niektórzy wierzyli w niemiecką solidność i procedury.
Która witamina D jest lepsza: w tabletce czy w oleju?
U podłoża tego pytania leżą jak się domyślam wojny marketingowe między producentami witaminy D.
Kiedyś aby przyjąć właściwą dawkę witaminy D pito tran, potem udało się wyekstrahować czystą witaminę D w postaci proszku i stworzyć z niej tabletkę, potem rozpuścić go w oleju i zakapsułkować – i odtąd trwa przepychanka, która witamina D jest lepsza.
Przy czym trudno zdefiniować, co która strona uznaje za „lepszą witaminę D”. Ale spróbujmy przyjrzeć się szczegółom.
Nie udało mi się znaleźć badań, które porównywały by długofalowe efekty kliniczne dwóch witamin D w różnych postaciach.
Są natomiast dostępne opisy badań sprawdzających, jak wchłania się witamina D w zależności od „masy wypełniającej”.
I tak dla przykładu w jednym z badań [1] witamina D podawana w postaci tabletki wygenerowała stężenia witaminy D we krwi odrobinę większe niż suplement rozpuszczony w oleju, co jednak nie było statystycznie istotną różnicą (w praktyce oznacza to, że postać witaminy D nie miała znaczenia, a obserwowana różnica była dziełem przypadku). W innym badaniu wyszło dokładnie odwrotnie (różnica również bez znaczenia) [2]. Podobnie nieistotne okazały się różnice między witaminą D zawartą w tabletce z laktozy i celulozy [3].
Jak zatem pomóc wybrać preparat z witaminą D? Osoby „trzeźwo patrzące na świat” mają tendencję do mówienia, że to problem wydumany i nieistotny, bo jak coś jest dopuszczone na rynek, to działa i ktoś bierze za to odpowiedzialność. Tymczasem wcale tak nie jest. Wystarczy przypomnieć słynny raport NIK, który w skrócie podsumować można tak, że jeśli chodzi o suplementy dostępne na polskim rynku, to ich zawartość nijak nie ma się do tego, co producenci deklarują na etykiecie. Dodatkowo znamienna jest historia, z którą niedawno miałem do czynienia:
Zapytał mnie znajomy, światowej sławy lekarz, czy mogę coś poradzić w temacie witaminy D. Otóż od pewnego czasu przyjmuje ją ze wskazań endokrynologicznych i ma problem taki, że stężenie witaminy D we krwi jak było małe, tak nadal jest małe. Nie rośnie nic a nic. Wspólnie z endokrynologiem uznali, że „coś w organizmie wyżera witaminę D” i zapytanie było, co to może być.
Odpowiedź była prosta. Nic Panu nie wyżera tej witaminy D, Panie Doktorze. Najczęstszą przyczyną jest to, że przyjmuje Pan preparat, w którym nie ma żadnej witaminy D, i ktoś (producent) żeruje na Pana chorobie. Proszę zaopatrzyć się w suplement firmy o najwyższej możliwej jakości – najlepiej amerykańskiej, bo akurat w USA istnieje agencja rządowa Food and Drug Administration, która prowadzi nadzór nad rynkiem leków i suplementów. I w odróżnieniu od krajów europejskich, ma na to fundusze i ten nadzór faktycznie PROWADZI.
Pan Doktor witaminę D kupował w aptece. Zmienił na suplement amerykańskiej firmy. Witamina D urosła. Odtąd klnie w żywy kamień, jak tylko mu przypomnieć ślepą wiarę w dopuszczenie do obrotu.
Jaki morał z tej historii? Nie jest aż tak bardzo istotne, w jakiej postaci spożywamy suplementację witaminę D, w oleju czy w tabletce.
Znacznie ważniejsze jest, czy producent naszej witaminy podlega uczciwej kontroli instytucji wyposażonej w odpowiednie środki do sprawowania nadzoru nad jakością suplementów.
W Europie niektórzy wierzyli w niemiecką solidność i procedury.
Pamiętaj o tym, że być może Ty masz talenty a ja mam ATUTY…
DUET DOSKONAŁY
Z miłością Tereska 💚
Podziel się z innymi:
Więcej artykułów z bloga:
Polityka cookies
Obsługujemy pliki cookies. Jeśli uważasz, że to jest w porządku, po prostu kliknij "Akceptuj wszystko". Możesz również wybrać rodzaj plików cookie, które chcesz, klikając "Ustawienia".
Przeczytaj naszą politykę prywatności